Czuję się jak wyrwana ze snu, ze świata, z kosmosu! To, co ze mną robisz jest jakimś szaleństwem. Krzyczę głośno byś usłyszał ja bardzo mi się to nie podoba. Po co kłamię? Nie możesz wiedzieć zbyt wiele. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas, tylko co by to zmieniło, no co? Czuję się jak zaplątana w jakąś pajęczą sieć, z której za żadne skarby nie potrafię się wyplątać. Otula mnie całą i krępuje każdy ruch, i każdą myśl. Zwariowałam! Chciałabym, by było tak jak w moich snach, marzeniach. Nie chodzi o to, że chciałabym Cię porównywać z tym wyimaginowanym tworem, że tam jest lepiej, nie. Chciałabym tylko żebyś prawdziwy Ty był blisko mnie, choć przez chwilę. Logika serca jest niepojęta, ale moja jest niepojęta niczym całe miliony równań funkcji liniowych. Dlaczego akurat ja? Dlaczego teraz? I dlaczego to wszystko dzieje się w mojej głowie? Chciałabym móc dzielić z Tobą każdą tą myśl, ale wiem, że nie mogę, że tego nie chcesz, że najchętniej wymazałbyś mnie ze swojego świata. Staram się sama z niego wymazać. Nawet nie wiesz ile razy próbowałam się zniechęcić, tak po prostu, stwierdzić, że to wszystko to jakaś głupota i odejść od tego, zostawić gdzieś przy drodze na skrzyżowaniu. Jednak nie potrafię. Pierwszy raz najzwyczajniej w świecie nie potrafię odwrócić się, może skinąć delikatnie głową na pożegnanie albo nawet pomachać i po prostu odejść, pójść lub pobiec przed siebie do nowego rozdziału, do nowej historii. Odnów mnie.
Oto dalszy ciąg ostatniej notki. Chciałabym sprostować to co zostało wywnioskowanego z poprzedniego wpisu. Te słowa mnie nie dotyczą, a jeśli już to jest to olbrzymia przenośnia. Potraktujcie to jako literacką fantazję, miłego czytania ;)
Włóczyłam się uliczkami przez kilka godzin napotykając na swojej drodze wielu młodych ludzi. Była dziewczyna w podartych rajstopach i zmierzwionych włosach, na jej twarzy widać były ślady oprawcy, który tak ją urządził, kiedy spiła się do nieprzytomności, a później ocknęła się w ramionach grubego pana po czterdziestce. Był też chłopak ze strzykawką w ręku siedzący przy murze starego budynku. Jego oczy były zamglone, mamrotał pod nosem coś o prawdziwym życiu, Bogu i miłości. Trząsł się, może z zimna, a może z przedawkowania, w sumie nie obchodziło mnie to. Minęłam jeszcze kilka bezpłciowych osób, które niczym nie przykuły mojej uwagi. Stanęłam wreszcie naprzeciw bloku, w którym mieszkałeś. Zapaliłam papierosa, ręce trzęsły mi się podobnie, jak chłopakowi, którego właśnie minęłam. Słodkawy dym otulił moje płuca. Podeszłam do domofonu. Od razu spostrzegłam Twoje nazwisko, numer mieszkania: 13. Chwilę zajęło mi podjęcie decyzji: zadzwonić czy nie zadzwonić? Wreszcie usiadłam opierając głowę o zimny tynk. Spojrzałam w niebo. Chciałam przeżyć te chwile, które na nas czekały. Nie wiem ile czasu spędziłam na rozmyślaniach, nie pamiętam też, kiedy zmorzył mnie sen. Obudziły mnie pierwsze, jeszcze delikatne promienie słońca. Poczułam jednak czyjąś rękę tuż obok mojej. Długo nie myśląc otworzyłam oczy. Gdybym nie siedziała, runęłabym na ziemię z wrażenia. Siedziałam jak otępiała i nie jestem pewna, czy moja buzia nie była rozdziawiona ze zdziwienia. Siedziałeś tuż obok, byłeś mi wtedy tak bliski, a jednak tak daleki. Delikatnie ująłeś moją dłoń w swoje duże męskie dłonie, nic nie mówiłeś. Pozwoliłeś mi dojść do siebie. Później wziąłeś mnie w ramiona i zaniosłeś do swojego mieszkania. Ułożyłeś mnie na kanapie w salonie i przykryłeś grubych kocem. Poszedłeś do kuchni, zostawiając mnie samą na kilka chwil. Ujrzałam kobiece zdjęcie na komodzie tuż przy oknie. Pomyślałam, że może to Twoja siostra, mama lub ukochana ciotka, lecz podświadomość podpowiadała mi, co innego. Serce ścisnęło mi się z żalu. Uniosłam głowę ku górze, by powstrzymać płynące łzy. Wszedłeś, kiedy udało mi się je pokonać. Usiadłeś obok mnie i wręczyłeś mi kubek parującej herbaty. Patrzyłeś na mnie z takim spokojem i troską. Chciałam żebyś wziął mnie w ramiona, jednak Ty trzymałeś mnie na dystans. „Napiję się whisky” – powiedziałeś i poszedłeś w kierunku komody. To nie było zdjęcie, to była butelka z kobiecym wizerunkiem. Oczy znów płatają mi figle, odetchnęłam z ulgą.